Dorastanie jest lekko...


Kończysz szkołę, może decydujesz się na studia, żeby dać sobie trochę więcej czasu, ale w końcu przychodzi ten piękny moment kiedy ktoś brutalnie wykopuje dwudziestoparoletnie pisklę z gniazda. -Merdaj skrzydełkami, to czasem pomaga. - Krzyczy na pożegnanie, a ty spadasz merdając i wiesz, że masz zupełnie przejebane.

Dorastanie jest jak wejście do kijowego Zoo po latach oglądania go z zewnątrz. Znaczy się przez dwadzieścia lat słyszysz głównie reklamy: „Zobacz króla zwierząt, prawdziwą dziką bestię”, „Przeżyj przygodę życia”. Przez dwadzieścia lat widzisz to, co nie raz dociera do twoich oczu przez wysokie ogrodzenie, ot kawałek dupy zebry, na kilka sekund zauważasz łeb żyrafy i wydaje ci się, że słyszałeś ryk słonia.

A potem nagle przychodzi moment na wycieczkę do Zoo, srasz się w portki jak gówniarz, bo czekałeś na to kupę lat i wchodzisz do Zoo. I naglę okazuje się, że „król zwierząt, to trochę większy zramolały kot”, zebra była złudzeniem optycznym, żyrafa jest z plastiku a ryk słonia z taśmy.  

Przygoda życia? 

No to spójrz za siebie, to ty całe życie żyłeś w Zoo, a teraz witaj w prawdziwym świecie, na początek masz tutaj miotłę, powodzenia.

Bycie dorosłym człowiekiem składa się z kilku elementów, których istnienia nigdy nie brałem pod uwagę. Pierwszym jest zaparcie, by wytrzymać w pracy, która często nagradzana jest co najwyżej płacą minimalną. Drugim nienawiść do samego siebie, po to żeby tą pracę i wynagrodzenie zaakceptować. A trzecim umiejętność kombinowania, żeby jak najszybciej móc pozbyć się dwóch pierwszych elementów. Z umiejętnością kombinowania rodzą się tylko nieliczni, nieliczni ją u siebie wykształcają i tylko nielicznym kombinowanie uchodzi na sucho. Generalnie więc bycie dorosłym człowiekiem opiera się na nienawiści do siebie, zaparciach i wrzodach, co zresztą wszystko się ze sobą łączy.

Nikt cię na to nie przygotuje i nikt nie powie ci co i jak, bo nikt nie wie, niektórym się udaje, ale oni zawsze mają albo szczęście, albo wsparcie, albo dobre wyczucie czasu, albo po prostu przeciwności losu od samego początku mieli umieszczone głęboko w tyłkach i parli do przodu jak te czołgi. Nikt nie ma dla nikogo recepty na życie, bo takiej nie ma. Wszystko zależy od ciebie, od tego jak będziesz merdał swoimi skrzydełkami.  

Czy byle jak, czy może z gracją? A może tylko je rozłożysz i poszybujesz? Czy będziesz wystarczająco czujny żeby nie narobił na ciebie srający w górze orzeł?

Nie umiem być dorosły. Ja tylko udaję, że umiem.

5 powodów dla których czasami oszczędność nie jest najlepszym wyborem

 Uwaga, to co teraz napiszę będzie zupełnie nieodpowiedzialne, niedorosłe i wyjątkowo fajne. Dość już mam tych wszystkich poradników w stylu jak oszczędzać, jak odłożyć, jak sobie odmawiać. Dość mam mody na oszczędzanie. Dlatego powiem Ci, Szanowny czytelniku, że czasami zamiast oszczędzać kolejne złotówki, lepiej jest zaoszczędzić sobie bólu dupy, spowodowanego tym, że znowu zamiast kawioru na grzankach, musisz zadowolić się kromką z pasztetem. Nie to żeby pasztet był zły, pasztet po prostu jest pasztetem. 


Łosoś, cynamon i upierdolone szklanki.



Ostatnio zgłodniałem. Ale nie w takim zwykłym sensie, to jest, że miałem ochotę coś wpierdzielić. Zgłodniałem w sensie duchowo-fizycznym, chciałem przeżyć swoje spożywanie w sposób w jaki dawno nie przeżywałem. Prościej mówiąc poszliśmy do restauracji.


Rzym, fajne miasto o ile masz na nie dość czasu.



 Jak najlepiej zepsuć sobie wrażenia ze zwiedzania jednego z najbardziej turystycznych miejsc europy? Bardzo prosto, wystarczy zwiedzić je w sposób typowo turystyczny.


Ludzie.


W poprzedniej części było o tym, jak rozczarowało mnie we Włoszech jedzenie. Ta część skupia się na czymś ciut mniej interesującym, na ludziach, a ci są przeważnie nudni. No chyba, że się na nich narzeka.